radek

  Strona Główna
  Eliminacje 2011
  Lata 2005-2010
  Załoga
  MINI Transat
  Projekt 2009
  W mediach
  Galeria
  Księga gości
  Kontakt
  Linki
 
 
 
 
   pl uk

 Projekt wspierają:


radio

jachting

sailho

port21

szczecin

  
Lipiec 2007

Historia pewnego końca

Zanim wyjaśnię, w czym rzecz spieszę uspokoić, że bynajmniej nie chodzi tu o koniec projektu. Ostatni rok to bardzo trudny dla mnie okres, zarówno osobisty jak i zawodowy. Najtrudniejszy również, jeżeli chodzi o przygotowanie projektu OCEAN650. W lusterku wstecznym zawsze sprawy widać wyraźniej, tak i teraz z perspektywy czasu już wyraźnie rysują się dwa etapy na przebytej drodze na ocean. Właśnie kończy się ten drugi, etap prac szkutniczych. I to właśnie o ten koniec chodzi.

Etap pierwszy to okres od wiosny 2003 do zimy 2005. To czas pierwszej fascynacji pomysłem, szukaniem możliwości i najwłaściwszej drogi do celu. Etap zakończył się bardzo niespodziewanie wiosną 2006. Cały ten czas to okres ogromnej pracy zespołowej i twórczej. Tworzyliśmy wspólnie przyszłość, to jak wyglądać ma jacht oraz jaki będzie cały projekt.

Etap drugi to marzec 2006 - czerwiec 2007. To już walka szaleńca z wiatrakami, tak właśnie to z perspektywy czasu widzę. Zaczęło się od chęci pomocy Piotrowi w jego projekcie. Miało to trwać do czasu zebrania środków na własne Mini. Owa pomoc szybko przerodziła się we współpracę i jeszcze szybciej w wycofanie się Piotra z drogi do MiniTransat. Odkupiłem wszystko, co do wtedy Piotr wypracował.
Nie minęły 2 miesiące jak zostałem szkutnikiem i sponsorem własnej przyszłości. Pracowałem w dzień biorąc każde możliwe nadgodziny by zarobić na materiały i spłatę wierzytelności, a w nocy stawałem się szkutnikiem. Budowa wg zapewnień potrwać miała jeszcze tylko 2 miesiące, więc jak by ciężko nie było, to 2 miesiące wytrzymać musiałem. Nieoczekiwanie potrwała rok. Rok szaleńczej pracy po nocach, brak snu i czasu na cokolwiek innego. Zostałem szkutnikiem z wyboru i pracowałem na dwie i pół zmiany dziennie bez weekendów i świąt, bo przecież to tylko 2 miesiące. W zęzach już mi wtedy morze szumiało dodając sił do podniesienia się kolejnego ranka. Ale 2 miesiące się przeciągały i przeciągały... ja traciłem zdrowie i siły. Nie wiem czemu nie poddałem się po czterech, nie wiem czemu nie poddałem się po ośmiu. Zmęczony i wykończony marzyłem choćby o jednej nocy snu. Dzisiaj się cieszę, że dobrnąłem do końca.

Teraz, po roku świat już wygląda inaczej. Zawsze świat wygląda inaczej jak się człowiek wyśpi i wypoczęty trzeźwo popatrzy na świat. Więc się właśnie obudziłem, zatrzymałem w tym pędzie i zebrałem myśli. Z perspektywy oceniam ten drugi etap tak:

Czego nie żałuję:
- dobrze wykonanego i "pancernego" kadłuba. To teraz solidna podstawa do dalszych działań.

Czego żałuję:
- Braku czasu dla rodziny i przyjaciół
- Braku czasu na kontakty w wartościowymi osobami, które tak bardzo chciały pomóc
- Irracjonalnych decyzji podejmowanych w letargu niewyspania
- Braku kondycji i podupadłego zdrowia
- Braku kontynuacji pierwszej, oryginalnej i poukładanej drogi projektu

Dziękuję:
- Wszystkim za cierpliwość i wsparcie w trudnych chwilach
- Firmom: JawaYachts, MAST, HenriLloyd, Extradach, Sklejka Pisz za wsparcie i wydatną pomoc rzeczową
- Firmom: Smart, Eljacht, Sail Service, Bakista za deklaracje pomocy w dalszej drodze
- Kapitanom: Krzysztofowi Baranowskiemu, Jerzemu Szkudlarkowi, Aleksandrowi Kociałkowskiemu za wsparcie merytoryczne i właściwe rady
- Mediom: Jachting, Kurier Szczeciński, Polskie Radio Szczecin, Sail-Ho, Port21, za pomoc w propagowaniu projektu
- Yacht Klub Polski, oraz Miasto Szczecin za wsparcie

Dziękuję wszystkim.
Teraz nadszedł czas na kolejny etap ...

                                            Powrót

  Last update : 2012-06-14 / 20.12